Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 rok. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział drugi : Różdżka i stołek

Albus Dumbledore jak co dzień przechadzał się po swoim gabinecie pełnym magicznych przedmiotów.Przystanął na chwilę,aby pozdrowić portrety jego porzedników,oprawione w złote ramy.Jeden z nich zadał pytanie,którego Albus zupełnie się nie spodziewał :
-To ten rok?
Doskonale wiedział o co chodzi Dippet'owi.Zastanowił się chwilę na odpowiedzią.
-Nie mam pojęcia,lecz jest to bardzo prawdopodobne,Armandorze.
Portret pokiwał głową i powrócił do swojego poprzedniego stanu zupełnego zamyślenia.Dumbledore podszedł do swojego mahoniowego biurka,w którym za pomocą złotego klucza-strzeżonego przez niego wiele lat-otworzył dawno zapomnianą szufladę.Zamknął ją dokładnie dnia 23 stycznia 1981 i obiecał ją sobie otworzyć w odpowiednim czasie,takim jak ten.Z czułością spojrzał na stare stery pergaminu zapełnione aż po rogi drobnym i wąskim pismem.Były to listy,a ich autor wprost uwielbiał pisać i pisał ciągle : rankami,południami i wieczorami.Albus zaśmiał się serdecznie na widok kartki zielonej od wiosennej trawy.Przeglądawszy wszystkie rękopisy,chwycił za kolejną zapomnianą pamiątkę.Była nią różdżka ze sklepu Olivandera znajdującego się na ulicy Pokątnej.W chwili,gdy z jej czubka wyleciały złociste iskry,drzwi gabinetu otworzyły się ukazując dwie dziewczyny.Jedna drobna,wielooka brunetka; druga wysoka,piegowata z niebieskimi oczami.
-Co tam masz?-zapytała druga,zaglądając starcowi przez ramię,podczas gdy zamykał szufladę.
-Nie twoja sprawa,Penny-odpowiedział z uśmiechem.-Lepiej przygotuj się na ucztę.
Dziewczyna nazwana Penny obróciła długie włosy do tyłu,zmieniając ich kolor na seledynowy.
-Tak może być?
Dyrektor zaśmiał się.
-Idź do siebie,ja muszę porozmawiać z panną Cook.
Penny mruknęła pod nosem coś o niewdzięczności dziadka,lecz biernie udała się do swojego pokoju znajdującego się zaledwie piętro wyżej.Gdy drzwi ponownie się zamknęły,Dumbleore wskazał pannie Cook miejsce naprzeciwko biurka i sam zajął swoje,po przeciwnej stronie.
-Pewnie jesteś ciekawa dlaczego cię wezwałem,co Venus?-zapytał po chwili niezręcznej ciszy.Jedenastolatka skinęła nieśmiało głową.-A wiesz może,co to jest?
Uniósł rękę,w której cały czas trzymał dębową różdżkę.Venus przyjrzała się magicznemu patykowi z czystą ciekawością w orzechowych oczach.Nie do końca znała jej użycie,ale znała zastosowanie.Podczas wizyty w sierocińcu dyrektor wyczarował nią te dziwne...płomienie.
-Nie do końca-odpowiedziała zgodnie z prawdą.
To zaciekawiło starca niezłomnie.Spojrzał na dziewczynkę,nie wyglądała jakby kłamała.I co on ma robić z tym niewywiązywaniem się mugoli z danej mu obietnicy?
-Pani Morgan nic Ci nie mówiła?
-Nie-odparła Venus.
Albus zastanowił się chwile.Źle zrobił rozmawiając z młodą Cook dopiero teraz.Jest zupełnie nie obeznana w sprawach Świata Magii i zasadach w nim panującym.
-To jej różdżka-powiedział-czarodzieje,ludzie o magicznych zdolnościach tacy jak ty czy ja,używają jej do wzmocnienia czarów.Czy po mojej wizycie próbowałaś czarować z własnej woli?-zapytał z czystej ciekawości.
-Z własnej woli?-zdziwiła się Venus-To można czarować przypadkiem?
-Oczywiście,że można.Jak niby mielibyśmy Cię odnaleźć,gdyby Twoje zdolności nie dawały od czasu do czasu o sobie znać?
Myśli brunetki skupiły się na jednym słowie-odnaleźć.Czy to możliwe,żeby przez ten cały czas ktoś jej szukał,myślał o niej?Nie,wyrzuciła tą myśl z głowy.Szukali jej,tylko po to,by przyjąć ją do Hogwartu,nic więcej.Była nikim ważnym,zwyczajną czarownica jak wszystkie inne.
-Czarowałaś sama czy nie?-powtórzył się dyrektor.
-Nie.
Albus wstał z krzesła,podchodząc bliżej okna,rozciągającego się wprost na szkolne błonia.
-Masz niesamowity talent,Venus.Doprawdy niesamowity,ale i niebezpieczny.Musisz wiedzieć,że nie zwykłem zajmować się innymi uczniami,ale w tym przypadku jestem zmuszony zrobić wyjątek,nie tyle,co dla Ciebie,a całego magicznego społeczeństwa.Chciałbym,abyś przychodziła do mojego gabinetu co tydzień,powiedzmy o 15,na specjalne "treningi".Zgadzasz się?
Venus zgodziła się,bo i jak miała odmówić?Dyrektor tak postanowił,ona musi to zaakceptować.Tylko jedno nie dawało jej spokoju...
-A jaki to talent?-zapytała-Jeśli można oczywiście wiedzieć-dorzuciła szybko.
Dumbledore podszedł do niej,położył różdżkę na jej małych dłoniach i uśmiechnął się tajemniczo.
-Każda prawda ma prawo pozostać,choć przez chwilę tajemnicą-rzucił otwierając dziewczynie drzwi.-Musisz również wiedzieć,że wszystko ma swój początek,ale ma i koniec.

Penny zdawała się znać zamek jak własną kieszeń.W ekspresowym tempie zaprowadziła Venus do komnaty pełnej pierwszoklasistów.
-A panna,gdzie była?
Przed dziewczętami jak spod ziemi wyrosła wysoka czarownica o karcącym spojrzeniu.Penny zdawała się ją doskonale znać,bo uśmiechnęła się przepraszająco i zaczęła tłumaczyć młodszą koleżankę :
-Mój dziadek chciał widzieć Venus przed Ceremonią Przydziału,pani profesor.Niestety nie wiem z jakich powodów,ale mam nadzieję,że nie spiskowali jakby to by ją przydzielić do Gryffindoru,bo to oczywiście niezgodne z zasadami,pani McGonagall.
Nauczycielka pokręciła głową z dezaprobatą,ale uśmiechnęła się przy tym,więc pieguska uznała swoje zadanie za wykonane i udała się do Wielkiej Sali.Venus nawet nie patrząc na MacGonagall,odnalazła rudą głowę Ginny i wyłupiaste oczy Luny.
-Mam cichą nadzieję,że ta kolorowa dziewczyna mówi prawdę,Veen.Nie chciałabyś poczuć gniewu Freda i Georga.Jak do tej pory to tylko oni trafili do gabinetu pierwszego dnia.Gdy Tiara wybierała dom dla George'a,Fred chcąc wycelować w niego nieszkodliwą iskrą,trafił w Tiarę.Jaka szkoda,że ten kapelusz jest łatwopalny...
Resztę czasu jaki ich dzielił od rozdzielenia się na dobre - Ginny na sto procent trafi na Gryffindoru,Luna pójdzie ślady w rodziców i zasili szeregi Ravenclawu,bądź Hufflepuffu,blondynka rozmawiająca zaś przez moment z Venus powiedziała,że widzi w niej idealną ślizgonkę-na opowiadaniu sobie o uczniach wszystkich czterech domów.Gdy dojechały do Ravenclawu-ostatniego domu podczas ich rozmowy-rozległ się donośny głos McGonagall :
-Za mną!
Venus stanęła pomiędzy Ginny i Luną,aby po chwili gęsiego wkroczyć do Wielkiej Sali.Bez ani cienia przesady musiała przyznać,że była zwyczajnie piękna.Najbardziej podobało jej się szklane sklepienie,nazwane później przez Lunę "zaczarowanym".
-Powodzenia,Vee-szepnęła jej do ucha Ginny,gdy rozdzielały się stając przy stole prezydialnym-ona poszła w lewo,Venus i Luna zaś w prawo.
-Denerwujesz się?-zapytała Luny,gdy pierwsza osoba,niejaka Kylie River,biegła radośnie do stołu stojącego najbliżej nich,stołu Krukonów.
Blondynka uśmiechnęła się tylko i poprawiła swoje kolczyki-rzodkiewki.Zupełnie jej nie rozumiała,ale w tej chwili chciałaby być równie opanowana jak ona.
-Cook,Venus.
U prawie wszystkich uczniów to nazwisko nie wzbudziło większego zainteresowania,lecz większość nauczycieli i nieliczni ślizgoni wychylili się,aby ujrzeć brunetkę kroczącą ku stołkowi.McGonagall nakładając jej na głowę tiarę pozwoliła sobie nawet spojrzeć na nią uprzejmie kątem oka.
-O proszę kogo my tu mamy!-o mały włos nie dostała zawału na dźwięk donośnego głosu  zdającego się mówić tylko i wyłącznie w jej głowie.-Cook,Cook,nieźle.Nie liczyłam nawet na to,że kiedykolwiek zdarzy mi się jeszcze przydzielać kogoś o tym nazwisku.Jeszcze zaledwie dziesięć lat wstecz z miejsca wysłałabym Cię do Slytherinu,lecz teraz...teraz nie wiem co z tobą począć,ot co.Nie masz już krwi czystej,została ona splamiona mugolami.Spryt też już nie ten,jaki cechuje uczniów Domu Węża.Widzę tu jednak coś dziwnego...to coś jakby...nawet nie wiem jak to nazwać.Wiem tylko jedno,panno Cook,nie trafi pani do Slytherinu,co to to nie.Więc gdzie,ja stara czapka,mam przydzielić taki ewenement jak ty?
Minęło już trochę czasu od nałożenie tiary,zgromadzeni zaczęli już się niecierpliwić.Ginny uczepiła się pierwszej lepszej osoby-pryszczatego chłopca z kasztanowymi włosami-zamęczając go ciągły,nie zmiennym pytaniem.
-Nie trafi do Slytherinu,prawda?
W tej samej chwili wzrok Venus odnalazł Lunę,która dokładnie oglądała swój wisiorek z jakimiś przedziwnymi korkami.Do jakich domu miała trafić ona?Były ich dwa,ale teraz przyszedł jej na myśl tylko jeden-Ravenclaw.
-Do Ravenclawu-pomyślała,mając nadzieję na reakcje tiary.
Nadeszła ona natychmiastowo.-Do Ravenclawu powiadasz?No nie wiem,nie wiem.Nie chcę ci zarzucać braku inteligencji,tylko nie jestem do końca pewna.-zamilkła na chwilę zdającą się być wiecznością-Już zdecydowałam,Cook.
Dziewczyna uporczywie trzymała się swojego Ravenclawu.Dobrze robiła.
-RAVENCLAW!
Stół krukonów zaklaskał zgodnie w dłonie,gdzieniegdzie pojawiły się także wesołe okrzyki.Venus zajęła miejsce obok dziewczyny o śniadej cerze i włosach jak z czarna włóczka.
-Veronica Finnigan-przedstawiła się z uśmiechem malującym się na wąskich ustach-uczennica na trzecim roku.
-Venus Cook,uczennica na pierwszym roku.
-Wiem-uśmiechnęła się Veronica.
Panna Cook odpowiedziała tym samym po czym powróciła do oglądania Przydziału.Przed stołem prezydialnym stanęło jeszcze parę osób zanim nareszcie była nią osoba,której wybór domu nie był jej zupełnie obojętny.
-Lovegood,Luna.
Uśmiechnęła się,gdy Luna nie zdała sobie sprawy,że przyszła na nią pora i jakaś dziewczyna musiała ją wprost wypchać z szeregu.Gdy siedziała już niespokojnie na stołku miała wrażenie,że Luna zwyczajnie ucięła sobie pogawędkę z kapeluszem,tak to długo trwało,a blondynka wybuchała co chwilę śmiechem.
-RAVENCLAW!
Luna znowu nie zareagowała,więc McGonagall klepie ją po ramieniu,dopiero wtedy siada z krukonami.
-Miło cię widzieć,Venus-mówi usadawiając się obok niej.
-Nawzajem.
Reszta Ceremonii minęła spokojnie.Do grona krukońskich dziewczyn dołączyła jeszcze jedna,niejaka Melody o nazwisku,które Venus jakoś wyleciało z głowy i była definitywnie niezadowolona z takiej decyzji.Aż do litery W siedzi bezruchu,wpatrzona w jeden punkt,gdzieś po przeciwnej stronie pomieszczenia.Gdy zbliża się chwila,tak bardzo oczekiwana przez też inne jej koleżanki,oprzytomniała natychmiast.
-Weasley,Ginevra!
Ginny wychodzi spokojnie niczym lew chodzący po wybiegu w zoo.McGonagall nawet nie musi zakładać jej kapelusza,robi to sama.Ze strony gryfonów już od tej chwili daje się słyszeć ich propozycje,lecz Tiara głucha na nich krzyki,wbija im nóż prosto w plecy.
-RAVENCLAW!
Ginny bladnie pod piegami,idzie prosto,ale trzęsie się niemiłosiernie.Jej bracia z Fredem i George'm na czele,wykrzykują pod adresem Tiary Przydziału liczne obelgi,aż do chwili upomnienia McGonagall.Wtedy ucichli wszyscy nadal nie rozumiejąc,jak ta Ceremonia mogła być aż tak dla nich feralna.

Venus dzieliła dormitorium ze wszystkimi dziewczynami wybranymi dzisiejszego wieczora na krukonki.Dwie z czterech-Ginny i Melody-wybiegły z niego zaraz po przybyciu na miejsce,obie z powodu swojego wzajemnego towarzystwa.Venus zupełnie nic z tego nie rozumiała,ale z pomocą przyszła jej Luna.Również nie wiedziała wszystkie,jednak o wiele więcej od koleżanki.
-Świat Magii jest podzielony na takie jakby statusy.Są to mugolacy,tacy jak ty,czarodzieje półkrwi jak na przykład Potter i ci czystej krwi,czyli Melody i większość ślizgonów.Ta ostatnia grupa nienawidzi pierwszej i odwrotnie.Uważają,że ktoś kto pochodzi od mugola nie powinien nawet dotknąć różdżki.Zdarza się także wyjątki,na przykład właśnie Weasley'owie.Popierają oni mugolskie pochodzenie i bronią go,co nie podoba się pozostałym i nazywają ich "zdrajcami krwi".Melody i Ginny są jeszcze w o tyle złej sytuacji,że ich rodziny stoją,można powiedzieć,na "czele" tego wszystkiego.Malfoy'owie i Weasley'owie,wrogowie od zawsze,wrogowie na zawsze.Czaisz?
Venus skinęła głową mimo zupełnego mętliku w głowie.Uznała ten cały podział za głupi i nie zamierzała się nim przejmować.
Ginny wróciła przed dziewiątą,jeszcze bardziej zdołowana.
-Byłam u braci-oznajmiła dziewczętom siadając na swoim łóżku.-Już napisali do rodziców.
-Tak po prostu?-zapytała Luna.
-Tak po prostu,Luna.Tak po prostu!-odpowiedziała nieco zbyt podniesionym głosem.-Merlinie,jakże ja nienawidzę tej przeklętej czapki!-wrzasnęła wtulając twarz w pikowaną poduszkę.


Jak już mówiłam nienawidzę Ceremonii Przydziału i to się nie zmieni.Rozdział tak fatalny,że nadaje się tylko do wykasowania,ale ja głupia,go opublikowałam.Brak słów,by opisać moje lenistwo.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 1 : Ruda głowa i pstrokata sukienka

Wizyta tajemniczego starca nie popadła od razu w zapomnienie. Mimo wszelkich chęci Venus nie mogła,a wręcz nie chciała,o nim zapomnieć. Cały czas rozmyślała o tajemniczej placówce. Hogwart.... Znała to nazwę. Kiedyś,na swojej jedynej,bo darmowej,wycieczce szkolnej odwiedzili szklarnie z egzotycznymi roślinami. Jedną z nich był właśnie Hogwart,ale drugiego dnia po wizycie Dumbledore'a stwierdziła,że nie ma to nic wspólnego. W szkole będzie się uczyć czegoś,co nazywa się ... magią. Sama myśl o czymś podobnym wywoływała u niej histeryczny śmiech. Że niby była jakąś czarodziejką,wróżką,czy Bóg wie czym? Inni wychowankowie sierocińca oczywiście rozpuścili plotki o tajemniczych umiejętnościach i teraz wołają za nią Venus z Venus .Samą zainteresowaną ani trochę to nie wzruszało,co innego dyrektorkę. Pani Morgan  wezwała ją do siebie na dzień przed rzekomym odjazdem pociągu. Od samego wejścia do jej gabinetu Venus wyczuła,że nie będzie to zwyczajna rozmowa,jakie odbywały dotychczas.
-Siadaj-poleciła jej.
Venus biernie zajęła miejsce na skrzypiącym krześle. Nastała niezręczna cisza,w której wlepiła wzrok we swoje zdarte trzewiki.
-Nie chce mnie pani tam puścić,prawda?-spytała w końcu pod napływem odwagi.
Dyrektorka westchnęła ciężko,na co Venus tylko spuściła smutno głowę. Wiedziała. Po prostu wiedziała,że ta stara poczwara wszystko zniszczy,jak zresztą zwykle.
-Słuchaj,Venus,ta szkoła nie jest dla takich,jak ty.Jesteś zwyczajną dziewczyną z tendencją do psucia różnych przedmiotów,i tyle.
-Nie,nie jestem człowiekiem.Czuję to-powiedziała ku niezadowolonej minie Morgan.
-Wiesz o tym,że sierociniec nie ma pieniędzy na pokrycie kosztów twojej edukacji,prawda?
-Wiem o tym.Dumbledore zapewnił mnie,że wszystko przygotują.Przecież już dziś przysłali...
-PRZYSŁALI CI JAKĄŚ SZATĘ SOWĄ!TO NIE JEST NORMALNE-wydarła się dyrektorka,na co Venus zupełnie zdębiała.Może i ta kobieta była wiecznie niezadowolona,nienawidziła dzieci mieszkających w sierocińcu,ale nigdy jej tak nie poniosło.
-Venus,ja naprawdę nie chce żadnych problemów z twojego powodu.Pozostali się ciebie boją,nie wyrabiam także z naprawą sprzętów przez ciebie zniszczonych.Co będzie,gdy wrócisz na wakacje?Wyskoczysz mi tu z miotłą?
Dziewczyna o mało nie parsknęła śmiechem na to ostatnie zapytanie.Nie była czymś dziwnym,jak kosmita.Była Venus Cook i zawsze nią pozostanie.
-Nie.Mi naprawdę zależy na tej szkole.Czy nie może pani,przynajmniej raz w życiu okazać trochę serca?!
Morgan była rozdarta na pół.Nie może ryzykować,ale z drugiej strony nie była bezduszna i okrutna,a sierociniec bez Cook może być miejscem cichszym i spokojniejszym.
-Dobrze...-zaczęła wskrzeszając w sercu Venus iskierkę nadziei-ale tylko raz zobaczę jakieś nadzwyczajne zjawisko,spowodowane twoją osobą,a pożegnasz się z tymi świrami!
Mimo nazwania jej świrem brunetka miała ochotę chwycić kobietę w objęcia.Zamiast tego pobiegła do swojego pokoju.Chwyciła z biurka list przyniesiony przez przecudną płomykówkę.

Szanowna Panno Cook,
jak obiecałem tak i robię.Pewnie zauważyła Panna już paczkę dołączoną do listu.Jest to paczka zawierająca szatę-obowiązuje ona w czasie roku szkolnego w Hogwarcie-oraz różdżkę do rzucania zaklęć.Wyczekuje Panny w Hogwarcie dnia 1 września.
                                                                                                                       Albus Dumbledore
                                                                                                                                                                   dyrektor
PS.Bilet na pociąg jest w tej samej kopercie,co list.

Chwyciła za drewniany wieszak.Szata była przepiękna,a samo patrzenie na nią wypełniało Venus magią w najczystszej postaci.

Następny dzień rozpoczął się najwcześniej ze wszystkich,jakie Venus przeżyła w ciągu swojego krótkiego istnienia,bo o piątej nad ranem.Choć do godziny udania się na dworzec dzieliło ją aż sześć godzin,już o szóstej mogła szczerze oznajmić gotowość do opuszczenia dawnego lokum.Kufer znaleziony tydzień wcześniej w kryjówce szczurów-strychu-z łatwością pomieścił wszystkie rzeczy osobiste Venus,jak i nowiutką szkolną szatę.Mimo wielkiej chęci popisania się nią nad koleżankami z piętra niżej,postanowiła ubrać się w jedną ze swoich sukienek,będących w najlepszym stanie-bladożółtą z bufiastymi rękawami.W duchu miała nadzieję na choć trochę podobny ubiór pozostałych uczniów.Umarłaby ze wstydu w razie ujrzeniu dziewczyn w markowych płaszczu,bądź butach robionych na miarę.

-Na pewno niczego nie zapomniałaś?Jeśli tak,to obiecuję ci,że nie dostaniesz tego prędzej,niż w czasie wakacji letnich-powiedziała oschle pani Morgan,już na dziedzińcu sierocińca.
Venus uznała odprowadzenie jej,aż pod bramę,niosąc też kufer,za przejaw jakichkolwiek uczuć.Szybko wyszła na chodnik,nie żegnając się nawet z dyrektorką.Po tylu latach spędzonych w czterech ścianach swojej izby poczuła niewyobrażalną wolność.Całą drogę na King's Cross spędziła na dokładnych oględzinach ludzi ją mijających.Kobieta z małym pieskiem i wielkim kapeluszem z różowymi piórkami,rosły pryszczaty nastolatek z piłka pod pachą,dziewczyna o włosach ciemnych,jak heban - to tylko przykłady różnych ludzi,których można spotkać w Londynie.Venus musiała przyznać,że była to jedna z jej większych wypraw.Jak do tej pory najdalej udała się do Luton-wioski położonej obok stolicy.Udała się tam,jednak starym fordem pani Morgan,a nie pociągiem.Z tego też powodu nigdy nie widziała żadnego z nich,a jedynie czasami słyszała,podczas lekcji w szkole.Dworzec King's Cross był dla niej atrakcją nie mniejszą od całej magii.przystanęła na chwilę pod jednym z filarów,patrząc jeszcze raz na swój bilet,który otrzymała razem z szatą.Peron 9 i trzy czwarte... podeszła zarówno do 9 jak i 10,lecz nie było niczego pomiędzy.Miała zamiar zapytać o niego jednego z strażników,lecz uniemożliwił jej to niespodziewany ból przeszywający prawy bok i upadek na kamienną posadzkę.
-Ron,coś ty zrobił?
Gdy ból trochę zmalał spojrzała w górę.Nad nią stało sześć rudych jak marchewka głów i jedna kruczoczarna.
-Nic ci nie jest,moja droga?-zapytała najstarsza postać,ruda i nieco pulchna.
Wstała na równe nogi,otrzepując sukienkę z kurzu,czując na sobie bezczelne spojrzenia.
-Ja naprawdę przepraszam.Zapatrzyłem się i ...
-Nic się nie stało-przerwała chłopcu,który na nią wpadł.-Ja sama powinnam przeprosić.Szukam peronu już od pewnego czasu i zupełnie nie zwracałam uwagi na otoczenie.
W tej chwili stało się coś dziwnego.Wszyscy spojrzeli po sobie porozumiewawczym wzrokiem.Po minucie,bądź dwóch ciszy kobieta odezwała się ponownie :
-A jaki to peron,jeśli można wiedzieć?
-9 i trzy czwarte.A przynajmniej tak mam napisane na bilecie.
Wszyscy uśmiechnęli się,na co  ogarnął ją dziwny strach.Miała już się oddalać od zbiorowiska,gdy wpadła na coś oczywistego.Ci ludzie umieli to co ona,też jechali uczyć się magi.
-Hogwart?-zapytała kobieta,jakby na potwierdzenie jej teorii.Pokiwała w odpowiedzi lekko głową.-Chodź z nami.
Posłusznie podążyła do ściany znajdującej się dokładnie pomiędzy peronem 9 i 10.Poczuła pustkę w głowie.A co jeśli ci ludzie ją oszukają?
-Na peron wchodzi się wbiegając na tą barierkę-kobieta wskazała na barierkę przed ścianą-Fred pobiegnie pierwszy,a ty za nim,dobrze?
Z jej ust wydał się tylko dźwięk nie będący ani zgodą,ani odmową,lecz rudy chłopak pchnął wózek bagażowy,wbiegając na barierkę,aby po chwili zniknąć.Venus potarła oczy ze zdumienia.Czy to były czary,takie jak te pokazywane przez Dumbledore'a?
-Teraz twoja kolej.Możesz wziąć wózek bagażowy Percy'ego,z nim jest łatwiej.
Tak też uczyniła.Przejewszy wózek od wysokiego okularnika,umiejscowiła na nim kufer.Gdy biegła w uszach cały czas dźwięczało jej "Na peron wchodzi się  wbiegając w barierkę".Zaraz przed nią przymknęła powieki.Gdy je otworzyła była już po drugiej stronie.Zaraz wbiegli też pozostali.Podziękowała i pożegnała się z nimi w ekspresowym tempie,po czym wsiadła do pociągu stojącego na peronie.Zajęła pierwszy wolny przedział i umiejscowiła kufer na półce bagażowej.Z upływem czasu na peron zaczęło przybywać,co to nowych osób.Venus obserwowała ich z nie mniejszym zainteresowaniem,niż przechodniów na chodniku.Gdy zegar dworcowy wskazywał punkt dziesiątą,ostatni uczniowie żegnali się z rodzicami,inni szukali już przedziałów.Przez szybę dostrzegła rudych ludzi.Pulchna kobieta przytulała teraz najmniejszą ze swoich pociech-rudą piegowatą dziewczynkę.Wcześniej zupełnie jej nie zauważyła,taka była drobna wśród chłopców.Ten biegnący przed nią na peron oraz jego idealna kopia,zauważyli jej wzrok i pomacali.Odwróciła głowę,rumieniąc się tym samym jak burak ku ich wesołości.Ta sytuacja mogłaby celowo wydarzyć się w odpowiednim czasie,drzwi przedziału Venus otworzyły się ukazując blondynkę o wielkich,szaro-niebieskich oczach i jakimś patykiem za uchem.
-Wolne?-zapytała głosikiem pełnym słodyczy i rozmarzenia.
-Tak.
Gdy zajmowała się bagażem Venus mogła się jej lepiej przyjrzeć.Zdecydowanie nie wyglądała normalnie,jak zresztą Dumbledore w dniu wizyty w św.Klarze : długie,nieco kręcone włosy związała na czubku głowy w nietypowy kok; na uszach miała kolczyki przypominające pannie Cook kształtem warzywo,bądź owoc; dopełnieniem tego szaleństwa barw  była sukienka w dosłownie wszystkich kolorach świata,od zwyczajnego żółtego po pudrowy róż.Czy taka moda panuje w Świecie Magii?Może Venus po spędzeniu tam roku szkolnego,też będzie musiała nosić coś podobnego?Przerwała swoje rozmyślenia o wyglądzie podczas ponownego otworzenia się drzwi.Tym razem stał w nich ktoś znajomy-ruda dziewczynka,której matka nadal machała na pustym już peronie.
-Mogę się do was przysiąść?
-Oczywiście-odpowiedziała pstrokata blondynka jeszcze zanim Venus zdążyła choćby otworzyć usta.
-Też będziecie na pierwszym roku?-zapytała ruda,po zajęciu miejsca obok Venus.
Blondynka odpowiedziała równie szybko,jak wcześniej.Była pierwszoroczniakiem,lecz Venus nie do końca wiedziała,czy użyć tego określenia w swoim wypadku.Może w Hogwarcie liczą klasy w inny sposób?
-Będę tam pierwszy raz-powiedziała zgodnie z prawdą,tak aby nie było niedomówień.
Pociąg ruszył,wydając z się świt ulatującej pary,równocześnie z klaśnięciem w dłonie pieguski.
-W takim razie trzeba poznać ludzi ze swojego roku.Jestem Ginny Weasley,a wy?
-Luna Lovegood-rzekła szarooka.
-Venus Cook.
Ginny uśmiechnęła się promiennie ściskając dłoń każdej z nich.Później Luna i Venus powtórzył tę uprzejmość wobec siebie nawzajem.
-W jakim będziecie domu?Ja jestem skazana na Gryffindor,moi rodzice oraz bracia w nim byli.Ze mną nie może być inaczej.
Venus była teraz zupełnie zagubiona.O czym panna Weasley do nich mówiła?Dumbledore podczas wizyty,ani w liście nie wspomniał o jakiś domach.
-Mama była krukonką,tata puchonem.Jestem pół na pół-oznajmiła Luna wybuchając chwilę później głośnym śmiechem na własny żart.
Gdy nieco się uspokoiła obie zwróciły się w kierunku Venus.Nie wiedziała co powiedzieć.Puchonka,krukonka,Gryffindor...to były dla niej słowa zupełnie nowe.Ginny najwyraźniej wyłapała,że jej koleżanka z przedziału nie ma bladego pojęcia o Hogwarcie,dlatego zaczęła wszystko objaśniać :
-Hogwart został założony przez czterech czarodziejów.Gryffindora,Slytherina,Ravenclaw i Hufflepuff.Gryffindor ceni odwage,Slytherin spryt i co najważniejsze-czystą krew,Ravenclaw mądrośc i kreatywność,Hufflepuff lojaność,lecz wielu mówi o niezdarności mieszkańców tego domu.
-Pewnie trafie do Hufflepuff.Ten wypadek z twoim bratem na to wskazuje.
Dziewczęta wybuchnęły śmiechem,oczywiście z przewodnictwem Luny.Gdy się uspokoiły Ginny zaczęła opowiadać im o swojej rodzinie.
-Moja rodzina jest czystej krwi,co oznacza,że wszyscy czarują.Mama i tata oraz bracia.
-Chyba fajnie mieć takie liczne rodzeństwo,co?-zapytała Venus.Od dziecka marzyła o przynajmniej jednym starszym bracie,a Ginny miała czterech-zupełna niesprawiedliwość.
-Rodzeństwo?Sześciu braci i sześć kłopotów w domu.
-Sześciu?
-Niestety tak.
I tak im minęła reszta podróży.Luna opowiadała o różnych magicznych stworzeniach,w których istnienie Venus nie miała bladego pojęcia,czy wierzyć - w końcu chyba nawet w Świecie Magii nie ma latających,czerwonych stworzeń o wadze słonia,prawda?Ona sama zaś siedziała przeważnie cicho.Nie miała magicznej historii,rodzinny,czegokolwiek,czym mogła by się podzielić z nowymi znajomymi.W między czasie objadły się słodyczami-głownie za pieniądze Luny.Jak się okazało Ginny też nie spała na pieniądzach.Gdy zaczęło się ściemniać ubrały się w szaty,aby po chwili usłyszeć głos rozlegający się z korytarza :
-Za pięć minut będziemy w Hogwarcie!Proszę zostawić bagaże w pociągu,zostaną one zabrane do Hogwartu osobno.
Dziewczęta usłuchały się głosu i gęsiego wyszły na zatłoczony korytarzach.Tu i ówdzie dało się ujrzeć rude czupryny pozostałych Weasley'ów,lecz Ginny zdawała się ich ignorować.Venus naszło na myśl tylko jedno pytanie - dlaczego?Nie było czasu jej o to zapytać,gdyż pociąg zatrzymał,a uczniowie zaczęli jeden po drugim wyskakiwać na ciemny peron.Venus zacisnęła mocno pięść.Pora stawić czoło Hogwartowi.


Rozdział doprawdy nijaki.Moja "choroba" znowu daje o sobie znać i atakuje interpunkcje.Poza tym wprost nienawidzę rozdziałów,w których muszę opisywać zdarzenia " przerysowywane" z książki,a takowych w pierwszych dwóch rozdziałach będzie sporo.Przede mną jednak moja największa zmora - Ceremonia Przydziału.Jakoś to zawsze wychodzi tak,że opisuje ją szybko,zwięźle i bardzooo krótko,co odbija się też na długości rozdziału.Eh,muszę jakoś to przeżyć,nie ma innego wyjścia.Jak również można zauważyć opowiadanie jest dzielone na lata.Pierwsze dwa powinny mieć po ok.5 rozdziałów,reszta po 10.Będą one rozgrywać się w Hogwarcie,jak i poza nim.Przewidziane jest 60 rozdziałów.
~Rosie
A tak w ogóle to pobawiłam się trochę i zrobiłam dość kiepski zwiastun. :)